Gra potrzeb

‘Kocha, nie kocha, kocha, nie kocha…’ – to wyliczanka dziecięca, gdzie nadzieja i euforia co rusz miesza się z lękiem i smutkiem. ‘Kocha, nie kocha…’ jest jak zaklęcie, gdzie do ostatniego rwanego płatka oczekuje się spełnienia miłosnego pragnienia. ‘Kocha, nie kocha…’ to gra, która mimo pozornie niewinnych intencji dowodzi pułapki, w jakiej znalazł się człowiek bez prawa wyboru. Bo o miłości, z zasady, mówić za wiele nie wolno.

 

Mantra ‘Kocha, nie kocha…’ jest skutkiem potrzeby bycia kochanym, adorowanym, zauważonym. Potrzeba (A. Maslow) to odczuwany stan niespełnienia, braku czegoś. Gdy mowa o pragnieniach miłości, przynależności i akceptacji sprawa zaczyna się komplikować. Psychoterapeuci (m.in. C. Steiner o ekonomii głasków) zauważyli, że dzieci często otrzymują od rodziców i opiekunów pewien jałowy przekaz społeczny zawarty w kilku zasadach. Realizowanie ich w dorosłości przynosi wewnętrzne poczucie niepokoju i chronicznej pustki.

Nie chwal

Pierwsza zasada mówi: „nie chwal kogoś, jeśli czujesz, że chcesz to zrobić”.

Rodzice i opiekunowie obawiają się, że dziecko zostanie nadmiernie rozpieszczone. Stąd też cenzurują pochwały a przy mówieniu o miłości bywają powściągliwi i ostrożni. Często, gdy oni sami byli dziećmi, prawdopodobnie także otrzymali ten sam przekaz, że aby zostać docenionym należy ciężko na to zapracować i spełnić wiele warunków. W dorosłości osoby takie ufają, że chwalenie kogokolwiek i mówienie o szczerych uczuciach jest zbyteczne i wiąże się z marnowaniem czasu i energii.

Nie odrzucaj

Inna zasada, która sprawia, że żonglujemy miłością brzmi „nie odrzucaj żadnych pochwał, także tych, których nie chcesz”.

Nakaz wypracowany w rodzinie, aby zawsze być miłym dla tych, którzy mówią nam dobre słowa, nie pozwala później bronić się pochwałami wątpliwej jakości. Dochodzi wówczas do sytuacji, gdzie potrzeba asertywności jest ukrywana, aby osobie wychwalającej nie wyrządzić przykrości. Sytuacja komplikuje się, gdy osoby chwalone wyczuwają, że splendor ma karykaturalną wartość a intencje nie są znowu takie oczywiste. 

Nie akceptuj

Następny międzypokoleniowy przekaz, który utrąca skrzydła poczuciu spełnienia dotyczy samego akceptowania pochwał; „nie akceptuj nagrody, jeśli jej pragniesz” to częsta przestroga dawana wychowywanemu dziecku.

Pod tym zdaniem kryje się informacja, aby nie okazywać pełnej radości z otrzymanej pochwały lub pozytywnego uczucia. W chwilach, gdy pochwalenie nas za ładną sukienkę, naprawę samochodu lub nas samych może być zbywane krótkim „nie ma za co” lub obracane w żart. Zauważono, że już nagradzane dzieci w wieku przedszkolnym potrafią zanegować wartość swojej pracy lub własnej osoby, a jako dorośli będą mechanicznie dewaloryzowały własne zalety lub co gorsza, samego siebie.

Nie proś o pochwałę

Kolejne przekazywane międzypokoleniowo twierdzenie to „nie proś o pochwałę i akceptację, gdy tego potrzebujesz”.

Potrzeba otrzymania słownej nagrody i prośba o nią jest odbierana w wielu środowiskach jako brak skromności, przejaw zuchwalstwa. Zupełnie niepotrzebnie! Wówczas odczuwana chęć bycia docenionym musi być skrzętnie ukrywana. Często osoby spragnione akceptacji czekają tak długo, aż ktoś zauważy ich wartości lub osiągnięcia.

Nie, dla samego siebie

I ostatnie prawo, które mówi o pochwałach i akceptacji dawanej samemu sobie. Rodzice i opiekunowie powtarzają dzieciom aby „samego siebie nie nagradzać”.

Jeśli nie mówią tego wprost, to krytykują pośrednio niemalże wszelkie spontaniczne przejawy chwalenia własnych postaw, czynów i obdarzania samego siebie pozytywnym uczuciem. Dzieje się tak w obawie, że dziecko uznane zostanie za narcyza lub egocentryka. Stąd, tak na wszelki wypadek, opiekunowie wolą trzymać rękę na pulsie. W dorosłości mimo odczuwanej potrzeby kochania, nagradzania siebie i celebrowania własnego triumfu, osoby takie dręczone są poczuciem winy.

Dobrymi intencjami piekło brukują

Powyższe przekazy i nauki mają jeden istotny i bezowocny dla prawidłowego rozwoju człowieka cel. Jest nim potrzeba kontroli i manipulacji. Rodzice, często tego nieświadomi, uzurpują sobie prawo nie tylko do karania, ale i nagradzania.

Błędne koło i wypracowane przez lata schematy można przełamać małymi krokami. Uświadomienie sobie, że nagradzanie innych nie wyczerpuje się nigdy jest krokiem milowym. Czynność ta, nie polega na starotestamentalnej zasadzie „oko za oko, ząb za ząb”, co oznaczać by musiało, że nagrodzony z samej tylko wdzięczności powinien chwalić nagradzającego. Pochwalmy bliskich, gdy tylko czujemy, że chcemy to zrobić. Jeśli pragniemy usłyszeć, że jesteśmy kochani, poprośmy bliską osobę, aby nam to powiedziała. Przyjmujmy pochwały i wyrazy miłości, jeśli tylko sprawia nam to radość, i otwarcie mówmy, jeśli nam się to nie podoba. I wreszcie, nagradzajmy i chwalmy samych siebie, gdyż jest to dowód prawdziwego uznania, akceptacji i miłości do własnej osoby.