Uzależnieni od siebie

Uzależnienie od miłości przebiega podobnie jak i inne nałogi. Jest to forma stałego przymusu do ciągłego kontaktu z bliską osobą (np, partnerem, żoną, matką). Bez alkoholu czy narkotyków osoby uzazeleżnione od miłości odczuwają emocjonalny, wewnętrzny przymus trwania w relacji. To sygnał, że łączy takie osoby związek koluzyjny, w którym euforia miesza się z lękiem przed odrzuceniem oraz chronicznym cierpieniem.

Orfeusz, król Tracji, swoją grą na lirze i śpiewem oczarował cały świat. Ludzie, zwierzęta, przyroda wsłuchiwały się w dźwięki, jakie wygrywał on na swojej lutni. Niezwykłe umiejętności, które posiadał sprawiły, że zakochała się w nim Eurydyka, drzewna nimfa o wyjątkowej urodzie. Po pewnym czasie para postanowiła się pobrać. W małżeństwie każdą wolną chwilę zakochani spędzali wspólnie, zapominając o otaczającym ich świecie. Pewnego dnia Eurydyka, ukąszona przez żmiję, zmarła. Śmiertelny jad zabił małżonkę Orfeusza, ale nie zakończył miłości do oblubienicy. Zrozpaczony król zszedł za nią do Hadesu. Swoim talentem zjednał sobie Charona, który zgodził się uwolnić Eurydykę i oddać w ręce Orfeusza. Zakochanym pozwolono powrócić na ziemię do świata żywych pod pewnym warunkiem. Spełnienie go okazało się niemożliwe, a kochanków bezpowrotnie rozdzieliła śmierć.

Życie pisze podobne historie o zakochanych, a ich akcja rozgrywa się w domowym zaciszu. Istnieją pary, które na pozór łączy miłość romantyczna, idealna, bezwarunkowa, pełna poświęceń i wyrzeczeń. Osoby takie, jeszcze zanim znalazły ukochanego partnera, odczuwają chroniczny brak poczucia bezpieczeństwa, miłości i uznania, które wynika z pustki i tęsknoty za akceptacją.

Orfeusz i Eurydyka są parą, której wydaje się, że mogą wspólnie pokonać to wszystko co na ziemi jest doczesne, nawet samą śmierć. Dla nich miłość to konieczny do spełnienia warunek, a przede wszystkim obowiązek, gdzie szczęście partnera przedkłada się nawet nad własne życie. Iluzoryczność takiego myślenia jest dość oczywista, jednak w pułapkę uzależnienia od miłości wpada współcześnie wiele osób.

Mity o miłości, podobnie jak baśnie, bajki, historie filmowe czy piosenki, zbyt często utwierdzają w stereotypowym przekonaniu, iż miłość dwojga nie wymaga ustanawiania sobie granic, rywalizacji i szanowania partnera/ki odmiennego systemu wartości.

Miłość była, jest i prawdopodobnie będzie najczęściej i najchętniej podejmowanym tematem. Uczucie to jest na tyle złożone, że jego interpretacja jest różna i przede wszystkim indywidualna dla każdego. Warto jednak zadać sobie osobiste pytanie. Czy uczuciem tym darzę głównie samego siebie? A może składam miłość w ofierze ukochanej osobie?

W odpowiedzi na to pytanie, którego konsekwencją jest kolejne o to, w jakiej kondycji jest mój związek, pomocne są prawa, które stworzyli terapeuci (Dicks H., a później Willi J.).  Dokonali oni analizy tego, jak relacja partnerska powinna wyglądać w oparciu o trzy podstawowe zasady.

Związek, który funkcjonuje sprawnie, ma jasno określone granice. Twórcy teorii nazwali to prawo zasadą odgraniczenia. Para realizująca tę maksymę, jasno wyznacza granice dla siebie nawzajem (granice wewnętrzne), a także dla osób z poza ich związku (granice zewnętrzne), tj. przyjaciół, rodziców i własnych dzieci.

Jeśli granice zewnętrzne są zbyt sztywne, a wewnętrzne rozproszone, wówczas więź staje się symbiotyczna, podobna do tej, która łączy Eurydykę i Orfeusza. W takiej relacji, para intuicyjnie minimalizuje częstotliwość wszelkich spotkań z przyjaciółmi i bliskimi, a większość wolnego czasu spędza we własnym, hermetycznym świecie. Gdy jedna z osób postanowi wprowadzić do związku zmiany lub też sama chce się rozwijać, odczuwany lęk przed niepewnością, odrzuceniem i osamotnieniem ogranicza wszelkie działania.

Druga sytuacja, gdy zasada odgraniczenia nie jest przestrzegana to ta, gdzie granice zewnętrzne są rozproszone, a wewnętrzne nieprzepuszczalne. Osoby takie, już na samym początku związku, stawiają sobie jasne warunki i wymagania. Lęk przed bliskością i intymnością, spowodowany urazami z przeszłości, nakazuje im bronić się przed potencjalnym, wyimaginowanym zranieniem. W relacji takiej jedna osoba nie dopuszcza do siebie drugiej, wyznaczając jej sztywne granice. W tych związkach jedna lub obydwie osoby mają własnych, odrębnych, często skrywanych przyjaciół, pragną spędzać urlopy oddzielnie oraz prowadzić osobne życie towarzyskie. Tutaj także często może dochodzić do zdrad. Natomiast decyzje o ewentualnym małżeństwie, czy posiadaniu dzieci albo i braku na nie zgody zapadają już na samym początku znajomości i bardziej przypominają sztywne, niezmienne i z góry narzucone reguły gry.

Równowaga między zachowaniami rozwojowymi, dorosłymi (progresywnymi) oraz cofającymi, dziecięcymi (regresywnymi), to kolejna zasada, której nieprzestrzeganie w związku może świadczyć o byciu uzależnionym od siebie. Każde z dwojga ma prawo do własnej ekspresji ukrytych, jeszcze z okresu dzieciństwa, potrzeb i pragnień. Zachowania takie powinny być uaktywnianie u każdego z dwojga. Gdy tylko ona lub on ma potrzebę do bycia od czasu do czasu np. pieszczochem, z kolei druga osoba wykorzystuje ten fakt i interpretuje go jako bezradność i zależność tej osoby, wówczas równowaga ta zostaje zachwiana. W micie o Orfeuszu i Eurydyce, to tej ostatniej przypada rola dziecka, które przez nierozważne zachowanie daje się ukąsić wężowi. Z kolei Orfeusz podjął się roli opiekuna, odgrywa rolę rodzica, i tym samym decyduje się na podjęcie negocjacji z władcą świata zmarłych. Z zewnątrz pełnione przez obojga role wyglądają infantylnie. Jednak wewnątrz związku relacja taka przebiega zgodnie z góry ustalonym i ściśle przestrzeganym przez bohaterów scenariuszem dorosły-dziecko. Zarówno mężczyzn jak i kobiety charakteryzują zachowania regresywne i przyzwolenie na dziecinną spontaniczność oraz wyrażanie takich zachowań w związku dotyczy obydwojga partnerów.

Ostatnią z zasad jest równowaga poczucia wartości. Uzależnione od siebie osoby realizują stereotypowe przekonanie, że szacunek, poczucie akceptacji, godności i wyznawania własnych wartości, należy się tylko jednej z osób.

Z kolei para, która realizuje zasadę równowagi poczucia wartości, nie obawia się współpracy i rywalizacji. Partnerzy tacy nieustannie, mniej lub też bardziej jawnie, walczą między sobą o „palmę pierwszeństwa” w związku. Ta jednak, o czym wiedzą sami zainteresowani, nie jest nigdy dana jednej z osób raz na zawsze.

Układy koluzyjne nazywane są potocznie związkami wampirycznymi. Określenie to zawdzięczają olbrzymiej energii, która potrzebna jest do podtrzymywania więzi. Relacje takie są wyjątkowo trwałe. Jeśli zbliża się ich rozpad, wówczas w wewnętrzne konflikty są angażowane osoby trzecie: rodzice, przyjaciele, własne dzieci. Ci ostatni, przybierają w kłótniach zaskakujące role – rodziców własnych rodziców.

Związki wampiryczne wpisane są w niezliczoną ilość historii miłosnych. Popularny i tak przez wielu lubiany „Mały Książe” – zauroczony Różą, również odczuwa w relacji lęk i osamotnienie. Róża z kolei, boi się własnej nieporadności, bezsilności i życia bez ukochanego. Ten wychwala piękno kwiatu, jego niepowtarzalność i indywidualność, ma jednak podejrzenia co do niejasnych intencji Róży. Dla nich staje się niemożliwe zbudowanie relacji opartej na trzech zasadach. Żyją na małej planecie tylko we dwoje, skazują się zatem na relację niezwykle symbiotyczną (zasada odgraniczenia). Ponadto Róża jest nieustannie dziecinna a Książe wobec niej nadobowiązkowy i nadopiekuńczy (zasada równowagi między zachowaniami regresywnymi a progresywnymi u obojga). Z kolei decyzje dotyczące związku i podział obowiązków domowych, to kwestie podejmowane głównie przez jednego z bohaterów (zasada równowagi poczucia wartości). Obydwoje niepokoi decyzja o rozstaniu, choć jednocześnie bardzo jej chcą. Podświadomie czują, że jest to dla nich szansa na odzyskanie upragnionej wolności, niezależności i prawa do stanowienia o sobie. Wspólne życie jest nie do zniesienia.

Autor „Małego Księcia” Antoine de Saint-Exupéry w subtelny sposób odsłania kulisy związków koluzyjnych. W innej opowieści ten sam pisarz stwierdza, że „miłość nie polega na wzajemnym wpatrywaniu się w siebie, ale wspólnym patrzeniu w tym samym kierunku.” Sztuka ta, charakterystyczna dla innych relacji – związków partnerskich – możliwa jest dopiero wtedy, gdy każdy z osobna potrafi prawdziwie pokochać najpierw samego siebie.